Ehhh... Wielkie - małe zawody. Ja chyba jestem jednak zbyt naiwna. Ojjj zbyt.
A przynajmniej Jego nigdy nie pojmę.
On już chyba taki jest i tak ma, że pojawia się w moim życiu na kilka chwil, zrobi trochę szuru - buru, a potem znika zacierając dokładnie odciski palców. Tylko, że zawsze jakiś we mnie zostanie.
Nie lubię kłopotliwych pytań.
Nie lubię nadziei.
Nie lubię zawodów.
Zawsze myślę, mówię, piszę to samo, a dzieje się odwrotnie.
Jak można tak ładnie mówić, udawać, zabierać mi myśli na kilka dni i bezczelnie przez parę nocy pozbawiać snu, a potem znikać sobie w najlepsze?! Ot tak. Bo tak.
Może czas przestać bawić się berka?
Puk puk! Jesteś tam? Ja już nie gonię.
17 lis 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
5 komentarzy:
Kłopotliwe pytania, nadzieje, złudzenia - ktoś to w ogóle lubi? Sęk w tym, że mało kogo obchodzi, co lubimy, a czego nie. Czego chcemy, a czego nie.
Nie gonisz... Słusznie. Im bardziej za czymś gonimy, tym bardziej się to od nas oddala - sprawdzone na własnej skórze.
Ach. Z przykrością stwierdzam, że tak naprawdę to nie wiem, o czym jest ta notka...
Pytanie czy nas obchodzi to czego chcą inni. Bo narzekamy, narzekamy i co? Tak sobie myślę.
Różowo! Suzy nie wierze! Ratunku!
Ani trochę nas nie obchodzi, czego chcą inni. Tak sobie myślę.
No właśnie. To takie zabawne. Narzekamy na innych, że my ich nie obchodzimy, a sami robimy dokładnie to samo tylko, że oczywiście tego nie widzimy. Tak jest łatwiej. Taka inaczej ujęta zasada Kalego (kali ukraść krowę) w trochę bardziej rozwiniętym społeczeństwie. Czasem brzydzę się tym naszym ludzkim egoizmem, wiecznym narzekaniem i zauważaniem tylko czubka swojego opryszczonego nosa. Ale czy to coś zmienia, że się brzydzę? Nie. Jestem taka sama.
Prześlij komentarz