I see trees of green, red roses too
I see them bloom for me and you
And I think to myself, what a wonderful world!
I see them bloom for me and you
And I think to myself, what a wonderful world!
Kiedyś tak sobie wymyśliłam, że namaluję sobie świat. Wymyślę, uwierzę i, ot tak, będzie. Czary mary, wiara ma moc sprawczą i inne takie tam banialuki. Teraz, z czasem widzę, że nie zawsze tak się da. Czasem wątpię czy wiara w cokolwiek ma sens. Czy naprawdę warto być optymistą? Czy warto marzyć? Czy warto wierzyć...?
Optymiści najbardziej dostają od Życia po tyłku. Za co? Za to, że żyją Życiu trochę na przekór, uśmiechając się losowi prosto w twarz.
A pesymiści?
Pesymiści odwracając się od świata plecami tracą bezpowrotnie wszystko co najpiękniejsze.
Cóż nam zostaje? Niezachwiany realizm? Stąpanie twardo po ziemi? Trzeźwe myślenie i racjonalne ocenianie sytuacji?
To ja dziękuję!
To ja wypisuję się z tej rozsądnej wspólnoty!
Chyba jeszcze tak nie umiem. Może nie chcę umieć? Może jestem uparta?
Nieład myśli, nieporządek wspomnień, nieokiełznanie pragnień, niesprecyzowanie planów, chaos uczuć...
Póki co jedyną rzeczą, którą jako tako mam pod kontrolą jest wmawiane sobie, że mam pod kontrolą cokolwiek. Fałszywa stabilność sytuacji, którą sama sobie stwarzam sprawia, że jestem spokojniejsza, bardziej opanowana i wciąż pogodnie patrzę w przyszłość.
Czasem tylko pytam siebie co zrobię ze sobą jutro... A pojutrze?
Czy ucieknę? Czy mam gdzie? Czy zostanę? Czy będę taka jak oni - obcy, obojętni, poważni, zabiegani i smutni ludzie w garniturach?
Nie słyszę odpowiedzi...
Może po prostu jestem dzieckiem kwiatem nowego pokolenia? Może...
Pewne jest jedno: oszukiwanie samej siebie, że wcale nie jestem wpisana w to konkretne miejsce na ziemi, że dam radę przechytrzyć los, że nie muszę żyć jak wszyscy, mam już niemal opanowane do perfekcji... Do perfekcji.