7 sty 2008
Life is party?
Tydzień temu powitaliśmy nowy rok, a u mnie na blogu nic - ani widu, ani słychu, owej jakże zacnej uroczystości. No bo cóż się wielkiego wydarzyło? Ileś imprez się odbyło, trochę szampana się wypiło, trochę życzeń na nową drogę się dostało i zaczynamy niby od zera? No może i tak. Dla każdego coś miłego, dla mnie to tylko kolejna cyfra w kalendarzu.
Nowy rok, nowa szansa, nowe postanowienia, nowi my.
A ja jak co roku nic mądrego nie wymyśliłam. Nie czuję potrzeby. Wole coś zmieniać w miarę potrzeb, a nie okazji. I tak pewnie wszystko pozostanie po staremu.
Nadal będę zadufana w sobie, nieodpowiedzialna, zaborcza i zbyt pewna siebie.
Nadal będę marzyć, wierzyć i potem dłuuuugo spadać z wyżyn.
Nadal będę wcinać śmieciowe żarcie, chociaż postanowię żyć na sucharkach.
Nadal będę patrzeć na świat przez pryzmat czubka własnego nosa.
Nadal będę rozrzutna na swoje małe słabostki.
Nadal będę dostrzegać ludzi jak odejdą.
Nadal nie będę taką wrażliwą miła i uroczą dziewczynką jak chce.
Nadal będę robić zamieszanie wszędzie tam, gdzie zjawiam się na dłużej.
Nadal będę szukać dziury w całym.
Ale wiecie co? I tak nadal będę jedyna w swoim rodzaju. I to mi właśnie w duszy gra.
Life is party!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
'jedyna w swoim rodzaju'!
Ojjj oby, oby.:)
Prześlij komentarz