31 sty 2008

Senne dni w takiej ciszy, gdy zwyczajnie nikt nie lubi pustki...

Wciśnięta w fotel i otulona kocem próbuję nie myśleć o moim wybitnie nieciekawym życiu.
Ciągle mam wrażenie, że coś mnie omija.
Bo co ja tak naprawdę mogę o swoim jestestwie powiedzieć? Siedzę, uczę się, czasem gdzieś się powłóczę, czasem pójdę na imprezę i powmawiam sobie jakie to wszystko niepowtarzalne i niezwykłe. Potem znów usiądę w fotelu i ubzduram sobie jaka to jestem wyjątkowa. I nawet po raz kolejny spróbuję wierzyć w ten cukierkowy świat.

Że teraz nie ma czasu, ale wszystko jeszcze przede mną...
Że niby są rzeczy ważniejsze...
Że i tak całkiem fajnie sobie żyję...
Że po co komu więcej...
Że nauka, że spokój, że zdrowie...
W końcu co się odwlecze to nie uciecze Drodzy Państwo.

A kto wie... Może mi życie właśnie cieknie przez palce, a ja sobie pięknymi bajkami mydlę oczy.
Wolę nie pytać co mi się do tej pory udało przeżyć naprawdę wyjątkowego - o czym będę wnukom opowiadać w bujanym fotelu. Co odkryłam, poznałam, co mnie zaskoczyło i zachwyciło...
Nie chcę kolejnego rozczarowania.

Cóż, czy zostają mi książki? Smutne, że tzw. zdolna młodzież XXI w. nawet życia musi uczyć się z książek.
No tak, bo na naukę z autopsji nie ma przecież czasu.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Wieczory z kocem w fotelu nie są złe. Bywają refleksyjne. Serio. Autopsja.