Wiesz, lubię wieczory
Lubię się schować na jakiś czas
I jakoś tak, nienaturalnie
Trochę przesadnie, pobyć sam
Wejść na drzewo i patrzeć w niebo
Tak zwyczajnie...
Bo ja czasem lubię gdzieś uciec, zaszyć się i okryć myślami. Wtedy częściowo niknie całe zimno tego świata. On chyba nie jest nawet taki zimny, trzeba tylko go troche sobie ocieplić. Gdzie jestem gdy znikam? Nie pytaj. Nie szukaj...
Wychodzi z domu. Na wysokich obcasach swoich myśli podąża tam, gdzie musi się udać. Ale czy wie, gdzie chce iść? Uśmiecha się, gdy Cię mija. Tylko czemu zawsze tak szybko odwraca wzrok? Wesoła, beztroska, ale w środku czuje ciężar. Goni, pędzi ciągnąc za sobą marzenia w oddali. Coś wie, w coś wątpi. Czegoś szuka, coś gubi. W coś wierzy, czegoś się boi. Pewna siebie, w szaliku z nieśmiałości... Może ją znasz? Może ja ją znam? Może to Ty? A może to ja...? Wiem jedno, jest mi bliższa niż myślisz.
Noc, a nocą gdy nie śpię
Wychodzę choć nie chcę spojrzeć na
Chemiczny świat, pachnący szarością
Z papieru miłością, gdzie ty i ja