26 maj 2008

Taka głośna pantomima.

'Gdy wyschnie źródło gwiazd
będziemy świecić nocom
gdy skamienieje wiatr
będziemy wzruszać powietrze'

Obcość dnia dzisiejszego dociera do mnie coraz silniej, zapierając dech w piersiach.
Wszystko niby takie znajome, takie normalne, wręcz bliskie...
Cóż za urocze złudzenie. Piękna fatamorgana.
Lubimy sobie wmawiać, że jesteśmy do kogoś/czegoś przywiązani i nawet z reguły całkiem dobrze nam to wychodzi.
Lubimy.
Taka głośna pantomima.
A ja chyba nie czuję się wcale tak mocno przytwierdzona do mojej rzeczywistości. Czasem nawet ze wszystkich sił chciałabym się od niej oderwać i znaleźć gdzieś po drugiej stronie globu.
Tęskniłabym?
Może... Z czasem. Do czasu.
Znów powiecie, że ludzkie, że przeciętne, że każdy, że nie raz.
Pewnie. Idealnie wpisuję, że w tą bezbarwną kompozycję, gigantyczny gniot naszego gatunku. Idealnie.
Jestem wolnym anonimem. Doskonałym anonimem gatunku Homo Sapiens.

Myślałeś o tym, że ktoś mógłby chcieć żyć Twoim życiem? Być Tobą? Czuć się Tobą? Wniknąć w Twoje JA?
Owszem, jest ktoś taki. I kto wie, może nawet by to polubił...

Wszystko jest takie ulotne.

PS. Życie jest życiem, Pan przecież wie...

21 maj 2008

Pomyślnych wiatrów...

Myślałeś kiedyś o tym by zrobić samolot w papieru i odlecieć?

Daleko.
Za siedem rzek, siedem lasów i siedem mórz.
I żyć tam, właśnie tam, nieważne gdzie.
Byle długo i szczęśliwie...

Pomyślnych wiatrów.

15 maj 2008

Tak!

Jest świat ze ścian
Rosnących w górę
W nim traci wartość słowo
Ja stoję przed zwyczajnym murem
I walę w niego głową!


Gdy obojętność wkrada się w życie wszystkimi możliwymi szczelinami...
Gdy nie mamy wpływu na własne teraz.
Na własne kiedyś, z kolei, już nie mamy.

PS. Tak! Tak! Tak! To był "pusty frazes".
Nie jeden, ojjj nie.

9 maj 2008

Od wtedy.

"When I get really lonely
and the distance causes our silence
I think of you smiling
with pride in your eyes a lover that sighs"

Piosenka z filmu ONCE. Byłam. Widziałam. Pozostaję pod wrażeniem.


Zmiany. Zmiany. Zmiany.
W galopie czasu słychać tylko tętent wskazówek zegara.
Bezradna z trudem utrzymuję się w siodle.
Czasem próbuję za wszelką cenę zwolnić, innym razem bat idzie w ruch.
Czas. Czas. Czas.

PS. Nie lubię niepewności, pewności, ani baniek mydlanych ze słów.
Nie lubię i już.
Od dziś.
Od wczoraj.
Od wtedy.