25 wrz 2013
14 mar 2012
11 wrz 2011
25 sie 2011
28 sie 2010
25 paź 2009
7 wrz 2009
24 sie 2009
8 lip 2009
Theres no chance for us
Its all decided for us
This world has only one sweet moment set aside for us
Who wants to live forever
Who wants to live forever?
Nie obiecuj, że będziesz.
Tak bardzo boję się, że znikniesz.
Nie przyrzekaj, że czekasz.
Czas zmienia zbyt wiele.
Proszę...
Nie obiecuj, że na pewno.
Tak bardzo nie lubię
Jak ktoś kłamie prosto w twarz.
I w końcu
Nie przepraszaj.
Chce wierzyć, że czar prysł sam.
Its all decided for us
This world has only one sweet moment set aside for us
Who wants to live forever
Who wants to live forever?
Nie obiecuj, że będziesz.
Tak bardzo boję się, że znikniesz.
Nie przyrzekaj, że czekasz.
Czas zmienia zbyt wiele.
Proszę...
Nie obiecuj, że na pewno.
Tak bardzo nie lubię
Jak ktoś kłamie prosto w twarz.
I w końcu
Nie przepraszaj.
Chce wierzyć, że czar prysł sam.
23 cze 2009
24 sty 2009
20 sty 2009
zdecydowana.
Wiesz czego chcesz?
Jesteś pewna?
Tak?
To stań tu!
Spójrz mi w oczy i powiedz,
Wykrzycz mi to prosto w twarz!
Tylko beż żadnego: bo tak będzie lepiej...
No już!
Na co czekasz?!
--------------------------------------------------------------
...zawsze milczysz.
Jesteś pewna?
Tak?
To stań tu!
Spójrz mi w oczy i powiedz,
Wykrzycz mi to prosto w twarz!
Tylko beż żadnego: bo tak będzie lepiej...
No już!
Na co czekasz?!
--------------------------------------------------------------
...zawsze milczysz.
3 gru 2008
Goń!
Zrób coś, abym otworzyć się mogła jeszcze bardziej
Już w ostatni por skóry tak dawno mi wniknąłeś
Ze nie wierzę, iż kiedyś jeszcze nie być tam mogłeś
I choć nie wierzę by mógł być ktoś bardziej otwarty
Dla ciebie niż ja jestem, zrób coś, otwórz mnie, rozbierz.
Rafał Wojaczek.
Już w ostatni por skóry tak dawno mi wniknąłeś
Ze nie wierzę, iż kiedyś jeszcze nie być tam mogłeś
I choć nie wierzę by mógł być ktoś bardziej otwarty
Dla ciebie niż ja jestem, zrób coś, otwórz mnie, rozbierz.
Rafał Wojaczek.
Bo ja dobrze wiem, że to wszystko nie tak,
że to wszystko na wspak.
Ruchomy teatrzyk.
Nieświadomie wędrujesz wydeptanymi ścieżkami moich snów
I wiesz, mniej niż Nikt.
Zazdroszczę ci tej błogiej nieświadomości.
Bo ja r o z u m i e m .
PS. Gorączka jest najlepszym piórem jakie znał świat.
2 lis 2008
Jak ty lubisz to robić.
Znów.
Co?
Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię.
Pytasz co słychać.
Troszczysz się.
Martwisz.
Tak... na odległość...
Patrzysz na mnie szorstko.
Każde twoje spojrzenie uwiera.
Wydaje mi się?
Ja wiem, mi zawsze się wydaje.
Tylko skąd te blizny w mojej głowie?
Odpowiesz mi milczeniem.
Uśmiechniesz się.
Że niby nonsens, że bzdura, że to tylko ja.
Ja i moje chore myśli.
I znów znikniesz.
A ja zostanę.
Zostanę sobie tu.
Jak kiedyś, jak teraz, jak zawsze.
I nawet już nie narzekam.
Dobrze mi z tym.
Już nawet powoli zaczynam to lubić
Ten nasz mały epizodzik w papierowym teatrze
Naprawdę.
Znów.
Co?
Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię.
Pytasz co słychać.
Troszczysz się.
Martwisz.
Tak... na odległość...
Patrzysz na mnie szorstko.
Każde twoje spojrzenie uwiera.
Wydaje mi się?
Ja wiem, mi zawsze się wydaje.
Tylko skąd te blizny w mojej głowie?
Odpowiesz mi milczeniem.
Uśmiechniesz się.
Że niby nonsens, że bzdura, że to tylko ja.
Ja i moje chore myśli.
I znów znikniesz.
A ja zostanę.
Zostanę sobie tu.
Jak kiedyś, jak teraz, jak zawsze.
I nawet już nie narzekam.
Dobrze mi z tym.
Już nawet powoli zaczynam to lubić
Ten nasz mały epizodzik w papierowym teatrze
Naprawdę.
PS. „Świat podobny jest do amatorskiego teatru: więc nieprzyzwoicie jest pchać się w nim do ról pierwszych, a odrzucać podrzędne. Wreszcie, każda rola jest dobra, byle grać ją z artyzmem i nie brać jej zbyt poważnie.”
B. Prus "Lalka"
Otóż to!
Otóż to!
17 paź 2008
Chce oddychać Twoja myślą
Bo czasem Człowiekowi, potrzebny jest Człowiek.
Tak zwyczajnie, po prostu, do życia.
Bo ileż można oddychać zapachem książek?
Ile można dotykać klawiszy klawiatury?
Jak długo patrzeć w ekran?
Na ile to wystarcza?
Czasem mam dość tej głuchej telefonów ciszy.
W pogoni za lepszym.
Tak zwyczajnie, po prostu, do życia.
Bo ileż można oddychać zapachem książek?
Ile można dotykać klawiszy klawiatury?
Jak długo patrzeć w ekran?
Na ile to wystarcza?
Czasem mam dość tej głuchej telefonów ciszy.
W pogoni za lepszym.
11 paź 2008
Hip hip hurra!
Spotkali się kiedyś:
Ślepa tancerka na linie i smutny clown.
Od tej pory toczy się cały ten cyrk.
Nawet dorożkarz bez rąk bije im brawo.
Jak to było w wierszu?
"Zaczarowana dorożka, zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń..."
Bo świat wspak ma swój urok.
Ślepa tancerka na linie i smutny clown.
Od tej pory toczy się cały ten cyrk.
Nawet dorożkarz bez rąk bije im brawo.
Jak to było w wierszu?
"Zaczarowana dorożka, zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń..."
Bo świat wspak ma swój urok.
30 wrz 2008
Bądź ikoną popkultury.
Ile trzeba z siebie dać by stać się ciekawym?
Ile wzbudzić kontrowersji by zostać zauważanym?
Ilu podjąć się wyrzeczeń by być atrakcyjnym?
Jaką cenę zapłacić za miłe, słowo, gest, uśmiech?
Czy dziś wszystko można kupić?
Gdy slogany krzyczą: "Musisz umieć się sprzedać!" prostytucja XXI wieku kwitnie.
Każdy z nas ma swoją cenę.
Ty też.
Ile wzbudzić kontrowersji by zostać zauważanym?
Ilu podjąć się wyrzeczeń by być atrakcyjnym?
Jaką cenę zapłacić za miłe, słowo, gest, uśmiech?
Czy dziś wszystko można kupić?
Gdy slogany krzyczą: "Musisz umieć się sprzedać!" prostytucja XXI wieku kwitnie.
Każdy z nas ma swoją cenę.
Ty też.
29 sie 2008
- Ale dlaczego? - powiedziała. - Dlaczego tak musi być?
- Nie wiem tego. Może po prostu dla tego, że wszyscy się mylą. Życie ludzkie jest pytaniem, a nie odpowiedzią. I do tego czasu, jeśli się tego nie zrozumie, nie można nic zrobić.
- A co trzeba zrobić, jeśli się to już zrozumie?
- Zastrzelić się.
- Nie wiem tego. Może po prostu dla tego, że wszyscy się mylą. Życie ludzkie jest pytaniem, a nie odpowiedzią. I do tego czasu, jeśli się tego nie zrozumie, nie można nic zrobić.
- A co trzeba zrobić, jeśli się to już zrozumie?
- Zastrzelić się.
'Palcie ryż każdego dnia"
Próbuję zrozumieć.
Szykuję broń.
Kiedyś wystrzeli.
Szykuję broń.
Kiedyś wystrzeli.
26 sie 2008
Jestem Julią
Jestem Julią
mam lat 23
dotknęłam kiedyś miłości
miała smak gorzki
jak filiżanka ciemnej kawy
wzmogła
rytm serca
rozdrażniła
mój żywy organizm
rozkołysała zmysły
odeszła
Jestem Julią
na wysokim balkonie
zawisła
krzyczę wróć
wołam wróć
plamię
przygryzione wargi
barwą krwi
nie wróciła
Jestem Julią
mam lat tysiąc
żyję
mam lat 23
dotknęłam kiedyś miłości
miała smak gorzki
jak filiżanka ciemnej kawy
wzmogła
rytm serca
rozdrażniła
mój żywy organizm
rozkołysała zmysły
odeszła
Jestem Julią
na wysokim balkonie
zawisła
krzyczę wróć
wołam wróć
plamię
przygryzione wargi
barwą krwi
nie wróciła
Jestem Julią
mam lat tysiąc
żyję
Czasem tak myślę, że przydałoby się coś zrobić z tym Twoim życiem Dziewczynko.
Najwyższy czas.
Tylko dlaczego Ty szukasz spokoju zawsze tam gdzie przechodzi huragan?
Czy zawsze musisz zasypiać z kataklizmem pod poduszką?
Najwyższy czas.
Tylko dlaczego Ty szukasz spokoju zawsze tam gdzie przechodzi huragan?
Czy zawsze musisz zasypiać z kataklizmem pod poduszką?
2 sie 2008
30 lip 2008
Dokonało się.
Są dni, które zapierają dech w piersiach.
Sprawiają, że każdy kolejny oddech niemal miażdży klatkę piersiową.
Każda odrobina powietrza w płucach może zabić.
To jest właśnie taki dzień.
Takie popołudnie. Wieczór. Teraz.
PS. Obiecanki - cacanki, a nadzieja matką głupich.
Ostatni okrzyk głuchoniemego.
Ostatni kolor na obrazie ślepego artysty.
Kalekie arcydzieło naiwności.
Dokonało się.
Sprawiają, że każdy kolejny oddech niemal miażdży klatkę piersiową.
Każda odrobina powietrza w płucach może zabić.
To jest właśnie taki dzień.
Takie popołudnie. Wieczór. Teraz.
PS. Obiecanki - cacanki, a nadzieja matką głupich.
Ostatni okrzyk głuchoniemego.
Ostatni kolor na obrazie ślepego artysty.
Kalekie arcydzieło naiwności.
Dokonało się.
- Co się stało? Jesteś smutna.
- Smutna? Ja? Przecież się uśmiecham?
- Tak, ja wiem. Ty zawsze się uśmiechasz. Nawet jeśli jest to uśmiech przez łzy.
- Smutna? Ja? Przecież się uśmiecham?
- Tak, ja wiem. Ty zawsze się uśmiechasz. Nawet jeśli jest to uśmiech przez łzy.
20 lip 2008
Jestem pijana.
Od wina tylko trochę.
Najbardziej od wspomnień.
Od wina tylko trochę.
Najbardziej od wspomnień.
Nie lubię takich wieczorów.
Nie lubię.
Ale poza tym w porządku.
Życie toczy się prawie po mojej myśli.
Prawie.
Już nawet nie mam wyrzutów sumienia.
Jakoś tak minęły.
Bezpowrotnie? Oby.
Raczę się kawą.
Muzyka w tle.
Dobrze mi z tym.
Spotkamy się?
Żartujesz?!
Jutro już mnie tu nie będzie.
A no tak, zapomniałeś.
Jak zwykle.
Odezwiesz się?
Postarasz się?
Staraj się, staraj.
Za tydzień?
Za dwa?
Za trzy?
Czemu nie.
Jak ten czas szybko leci...
Zmieniłam się?
Nie żartuj.
Co słychać?
A naprawdę Cię to obchodzi?
Nie pytaj,
chodźmy już.
Gdzie?
Tam gdzie zawsze.
Kim on jest?
Ten na zdjęciu,
o tam, przy mnie?
Nie powiedziałam?
Ojej, jakoś tak wyleciało mi z głowy...
Opowiem Ci wszystko.
Następnym razem.
Naprawdę.
Za miesiąc.
Za dwa.
Za trzy...
14 lip 2008
Najgorsi są ci wrażliwi.
Osiecka Agnieszka
Małe kotki
Najgorsi są ci wrażliwi.
Co oni z nami robią -
z ludźmi o grubej skórze,
grubszym groszu,
zdrowym sercu,
żelaznej woli,
stalowych nerwach
i wiecznym śnie sprawiedliwych...
Nienawidzę, Was, fałszywych ideowców.
Malutkich, nieporadnych, wrażliwych i do przesady przekochanych.
Można zemdleć z nadmiaru tej słodyczy.
I tylko marzycie i tylko śnicie i tylko ojj i ajj.
I tylko "uwierz", i "nie bój się" i "zaufaj".
Oni Cię zrozumieją, będą wspierać.
ZAWSZE.
Tak, tak, ufaj człowieku...
Ufaj do usranej śmierci.
Zawsze
Od zawsze
Na zawsze.
Oto najkrótsza obietnica świata.
To ich "zawsze" przemija jakoś tak wyjątkowo szybko.
Ha ha ha ha ha!
Małe kotki
Najgorsi są ci wrażliwi.
Co oni z nami robią -
z ludźmi o grubej skórze,
grubszym groszu,
zdrowym sercu,
żelaznej woli,
stalowych nerwach
i wiecznym śnie sprawiedliwych...
Nienawidzę, Was, fałszywych ideowców.
Malutkich, nieporadnych, wrażliwych i do przesady przekochanych.
Można zemdleć z nadmiaru tej słodyczy.
I tylko marzycie i tylko śnicie i tylko ojj i ajj.
I tylko "uwierz", i "nie bój się" i "zaufaj".
Oni Cię zrozumieją, będą wspierać.
ZAWSZE.
Tak, tak, ufaj człowieku...
Ufaj do usranej śmierci.
Zawsze
Od zawsze
Na zawsze.
Oto najkrótsza obietnica świata.
To ich "zawsze" przemija jakoś tak wyjątkowo szybko.
Ha ha ha ha ha!
10 cze 2008
26 maj 2008
Taka głośna pantomima.
'Gdy wyschnie źródło gwiazd
będziemy świecić nocom
gdy skamienieje wiatr
będziemy wzruszać powietrze'
Obcość dnia dzisiejszego dociera do mnie coraz silniej, zapierając dech w piersiach.
Wszystko niby takie znajome, takie normalne, wręcz bliskie...
Cóż za urocze złudzenie. Piękna fatamorgana.
Lubimy sobie wmawiać, że jesteśmy do kogoś/czegoś przywiązani i nawet z reguły całkiem dobrze nam to wychodzi.
Lubimy.
Taka głośna pantomima.
A ja chyba nie czuję się wcale tak mocno przytwierdzona do mojej rzeczywistości. Czasem nawet ze wszystkich sił chciałabym się od niej oderwać i znaleźć gdzieś po drugiej stronie globu.
Tęskniłabym?
Może... Z czasem. Do czasu.
Znów powiecie, że ludzkie, że przeciętne, że każdy, że nie raz.
Pewnie. Idealnie wpisuję, że w tą bezbarwną kompozycję, gigantyczny gniot naszego gatunku. Idealnie.
Jestem wolnym anonimem. Doskonałym anonimem gatunku Homo Sapiens.
Myślałeś o tym, że ktoś mógłby chcieć żyć Twoim życiem? Być Tobą? Czuć się Tobą? Wniknąć w Twoje JA?
Owszem, jest ktoś taki. I kto wie, może nawet by to polubił...
Wszystko jest takie ulotne.
PS. Życie jest życiem, Pan przecież wie...
będziemy świecić nocom
gdy skamienieje wiatr
będziemy wzruszać powietrze'
Obcość dnia dzisiejszego dociera do mnie coraz silniej, zapierając dech w piersiach.
Wszystko niby takie znajome, takie normalne, wręcz bliskie...
Cóż za urocze złudzenie. Piękna fatamorgana.
Lubimy sobie wmawiać, że jesteśmy do kogoś/czegoś przywiązani i nawet z reguły całkiem dobrze nam to wychodzi.
Lubimy.
Taka głośna pantomima.
A ja chyba nie czuję się wcale tak mocno przytwierdzona do mojej rzeczywistości. Czasem nawet ze wszystkich sił chciałabym się od niej oderwać i znaleźć gdzieś po drugiej stronie globu.
Tęskniłabym?
Może... Z czasem. Do czasu.
Znów powiecie, że ludzkie, że przeciętne, że każdy, że nie raz.
Pewnie. Idealnie wpisuję, że w tą bezbarwną kompozycję, gigantyczny gniot naszego gatunku. Idealnie.
Jestem wolnym anonimem. Doskonałym anonimem gatunku Homo Sapiens.
Myślałeś o tym, że ktoś mógłby chcieć żyć Twoim życiem? Być Tobą? Czuć się Tobą? Wniknąć w Twoje JA?
Owszem, jest ktoś taki. I kto wie, może nawet by to polubił...
Wszystko jest takie ulotne.
PS. Życie jest życiem, Pan przecież wie...
21 maj 2008
Pomyślnych wiatrów...
Myślałeś kiedyś o tym by zrobić samolot w papieru i odlecieć?
Daleko.
Za siedem rzek, siedem lasów i siedem mórz.
I żyć tam, właśnie tam, nieważne gdzie.
Byle długo i szczęśliwie...
Pomyślnych wiatrów.
Za siedem rzek, siedem lasów i siedem mórz.
I żyć tam, właśnie tam, nieważne gdzie.
Byle długo i szczęśliwie...
Pomyślnych wiatrów.
15 maj 2008
Tak!
Jest świat ze ścian
Rosnących w górę
W nim traci wartość słowo
Ja stoję przed zwyczajnym murem
I walę w niego głową!
Gdy obojętność wkrada się w życie wszystkimi możliwymi szczelinami...
Gdy nie mamy wpływu na własne teraz.
Na własne kiedyś, z kolei, już nie mamy.
PS. Tak! Tak! Tak! To był "pusty frazes".
Nie jeden, ojjj nie.
Rosnących w górę
W nim traci wartość słowo
Ja stoję przed zwyczajnym murem
I walę w niego głową!
Gdy obojętność wkrada się w życie wszystkimi możliwymi szczelinami...
Gdy nie mamy wpływu na własne teraz.
Na własne kiedyś, z kolei, już nie mamy.
PS. Tak! Tak! Tak! To był "pusty frazes".
Nie jeden, ojjj nie.
9 maj 2008
Od wtedy.
"When I get really lonely
and the distance causes our silence
I think of you smiling
with pride in your eyes a lover that sighs"
and the distance causes our silence
I think of you smiling
with pride in your eyes a lover that sighs"
Piosenka z filmu ONCE. Byłam. Widziałam. Pozostaję pod wrażeniem.
Zmiany. Zmiany. Zmiany.
W galopie czasu słychać tylko tętent wskazówek zegara.
Bezradna z trudem utrzymuję się w siodle.
Czasem próbuję za wszelką cenę zwolnić, innym razem bat idzie w ruch.
Czas. Czas. Czas.
PS. Nie lubię niepewności, pewności, ani baniek mydlanych ze słów.
Nie lubię i już.
Od dziś.
Od wczoraj.
Od wtedy.
Zmiany. Zmiany. Zmiany.
W galopie czasu słychać tylko tętent wskazówek zegara.
Bezradna z trudem utrzymuję się w siodle.
Czasem próbuję za wszelką cenę zwolnić, innym razem bat idzie w ruch.
Czas. Czas. Czas.
PS. Nie lubię niepewności, pewności, ani baniek mydlanych ze słów.
Nie lubię i już.
Od dziś.
Od wczoraj.
Od wtedy.
18 kwi 2008
Banialuki
I see trees of green, red roses too
I see them bloom for me and you
And I think to myself, what a wonderful world!
I see them bloom for me and you
And I think to myself, what a wonderful world!
Kiedyś tak sobie wymyśliłam, że namaluję sobie świat. Wymyślę, uwierzę i, ot tak, będzie. Czary mary, wiara ma moc sprawczą i inne takie tam banialuki. Teraz, z czasem widzę, że nie zawsze tak się da. Czasem wątpię czy wiara w cokolwiek ma sens. Czy naprawdę warto być optymistą? Czy warto marzyć? Czy warto wierzyć...?
Optymiści najbardziej dostają od Życia po tyłku. Za co? Za to, że żyją Życiu trochę na przekór, uśmiechając się losowi prosto w twarz.
A pesymiści?
Pesymiści odwracając się od świata plecami tracą bezpowrotnie wszystko co najpiękniejsze.
Cóż nam zostaje? Niezachwiany realizm? Stąpanie twardo po ziemi? Trzeźwe myślenie i racjonalne ocenianie sytuacji?
To ja dziękuję!
To ja wypisuję się z tej rozsądnej wspólnoty!
Chyba jeszcze tak nie umiem. Może nie chcę umieć? Może jestem uparta?
Nieład myśli, nieporządek wspomnień, nieokiełznanie pragnień, niesprecyzowanie planów, chaos uczuć...
Póki co jedyną rzeczą, którą jako tako mam pod kontrolą jest wmawiane sobie, że mam pod kontrolą cokolwiek. Fałszywa stabilność sytuacji, którą sama sobie stwarzam sprawia, że jestem spokojniejsza, bardziej opanowana i wciąż pogodnie patrzę w przyszłość.
Czasem tylko pytam siebie co zrobię ze sobą jutro... A pojutrze?
Czy ucieknę? Czy mam gdzie? Czy zostanę? Czy będę taka jak oni - obcy, obojętni, poważni, zabiegani i smutni ludzie w garniturach?
Nie słyszę odpowiedzi...
Może po prostu jestem dzieckiem kwiatem nowego pokolenia? Może...
Pewne jest jedno: oszukiwanie samej siebie, że wcale nie jestem wpisana w to konkretne miejsce na ziemi, że dam radę przechytrzyć los, że nie muszę żyć jak wszyscy, mam już niemal opanowane do perfekcji... Do perfekcji.
10 kwi 2008
Ja mam wiarę...
A rzęsy mokną, mokną, mokną... Czy aby to na pewno deszcz?
Mokre usta wykrzywia lekko niezgrabny i nieporadny uśmiech.
Wszystko to tylko deszcz... DESZCZ.
Deszczowe opowieści snute na dworcach życia.
Korzystam póki trwa mój przeplatany szczyptami nostalgii entuzjazm.
Ostatnio łatwiej przełykać esencję wieczoru... Łatwiej.
Mokre usta wykrzywia lekko niezgrabny i nieporadny uśmiech.
Wszystko to tylko deszcz... DESZCZ.
Deszczowe opowieści snute na dworcach życia.
Korzystam póki trwa mój przeplatany szczyptami nostalgii entuzjazm.
Ostatnio łatwiej przełykać esencję wieczoru... Łatwiej.
9 kwi 2008
Tik tak
Wchodzisz w szary tłum.
Taki codzienny.
Wszystko dzień w dzień identyczne.
Wiosna, lato, jesień, zima...
Bo praca, bo szkoła, bo dzieci, bo rodzina, bo obowiązki.
Tik tak, tik tak, tik tak...
Przyszłość wzywa
To taki kapitał, na kiedyś, na zaś
Polisa na życie
Oby ci tylko życia na tą polisę wystarczyło...
Dokładnie planujesz każdy ruch, każdy gest...
Na szali ważysz słowa
Boisz się śmiać
Skrycie ocierasz łzy
Przecież tak można zwariować!
Chcesz być jednym z nich,
Tysiąca ludzi w szarych garniturach?
Nie?
A wiesz, że z każdym dniem się do nich upodabniasz...?
Przecież już obserwujesz świat zza okien.
Dlaczego?
tik tak tik tak...
To takie proste.
Takie naturalne.
Takie mechaniczne.
Fakt. Człowiek też maszyna.
Myślisz: głupia. To takie oczywiste. Tak trzeba. Niech lepiej się uczy, a nie pisze tu te bzdury.
Sądzisz tak?
Wiesz co Ci powiem? Może głupia, a może po prostu naiwna... Ja myślę, że sama tego nie wie.
Ale ona sie tak łatwo nie podda... Oj nie!
W tym jej obłąkaniu jest metoda. W końcu trochę ją znam.
I co z tego, że opowiada Ci o kształcie chmur, albo o młodych liściach, które dziś zobaczyła...
Czy uważasz, że świat twoich liczb jest ciekawszy?
Pomyśl.
Tylko jej nie szukaj. Nie pytaj. Nie... Nie ma sensu.
Bo ona już dawno odleciała.
Gdzie?
W wyobraźnię.
PS. A w środku coś krzyczy z radości!
Taki codzienny.
Wszystko dzień w dzień identyczne.
Wiosna, lato, jesień, zima...
Bo praca, bo szkoła, bo dzieci, bo rodzina, bo obowiązki.
Tik tak, tik tak, tik tak...
Przyszłość wzywa
To taki kapitał, na kiedyś, na zaś
Polisa na życie
Oby ci tylko życia na tą polisę wystarczyło...
Dokładnie planujesz każdy ruch, każdy gest...
Na szali ważysz słowa
Boisz się śmiać
Skrycie ocierasz łzy
Przecież tak można zwariować!
Chcesz być jednym z nich,
Tysiąca ludzi w szarych garniturach?
Nie?
A wiesz, że z każdym dniem się do nich upodabniasz...?
Przecież już obserwujesz świat zza okien.
Dlaczego?
tik tak tik tak...
To takie proste.
Takie naturalne.
Takie mechaniczne.
Fakt. Człowiek też maszyna.
Myślisz: głupia. To takie oczywiste. Tak trzeba. Niech lepiej się uczy, a nie pisze tu te bzdury.
Sądzisz tak?
Wiesz co Ci powiem? Może głupia, a może po prostu naiwna... Ja myślę, że sama tego nie wie.
Ale ona sie tak łatwo nie podda... Oj nie!
W tym jej obłąkaniu jest metoda. W końcu trochę ją znam.
I co z tego, że opowiada Ci o kształcie chmur, albo o młodych liściach, które dziś zobaczyła...
Czy uważasz, że świat twoich liczb jest ciekawszy?
Pomyśl.
Tylko jej nie szukaj. Nie pytaj. Nie... Nie ma sensu.
Bo ona już dawno odleciała.
Gdzie?
W wyobraźnię.
PS. A w środku coś krzyczy z radości!
6 kwi 2008
20.17 i 52 sekundy
Niezwykłe zdarzenia
Nieoczekiwane wypadki
Zadziwiające zbiegi okoliczności
60 sekund
60 minut
24 godziny
7 dni
52 tygodnie
12 miesięcy
lata
Tak to się kręci.
Wciąż w kółko i w kółko.
Że też nam się wszystkim w głowie nie kręci?
Że też nam się wszystkim chce...
PS. "Żyjemy na najlepszym ze światów".
"I jaka epoka, jaki wiek, jaki rok, jaki miesiąc, jaki dzień i jaka godzina kończy się, a jaka zaczyna...
Bo ze mną można tylko w dali znikać cicho."
Nieoczekiwane wypadki
Zadziwiające zbiegi okoliczności
60 sekund
60 minut
24 godziny
7 dni
52 tygodnie
12 miesięcy
lata
Tak to się kręci.
Wciąż w kółko i w kółko.
Że też nam się wszystkim w głowie nie kręci?
Że też nam się wszystkim chce...
PS. "Żyjemy na najlepszym ze światów".
"I jaka epoka, jaki wiek, jaki rok, jaki miesiąc, jaki dzień i jaka godzina kończy się, a jaka zaczyna...
Bo ze mną można tylko w dali znikać cicho."
27 mar 2008
25 mar 2008
Czarny blues o 4 nad ranem...
Czasem trudno jest wieczorem zebrać myśli. A Sen jakimś dziwnym trafem omija nas dalekim łukiem.
Księżyc też nie pomaga. Śmieje się tylko wyzywająco w nasze okna.
Nie dziwię się mu. Któż chce być przez całą noc samotny?
I co tu ze sobą zrobić, gdy myśli ciążą, a liczenie baranów przestało pomagać wiele lat temu?
Można chyba tylko zacząć nucić...
Czwarta nad ranem
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz
Czemu cię nie ma na odległość ręki?
Czemu mówimy do siebie listami?
Gdy ci to śpiewam - u mnie pełnia lata
Gdy to usłyszysz - będzie środek zimy
Czemu się budzę o czwartej nad ranem
I włosy twoje próbuję ugłaskać
Lecz nigdzie nie ma twoich włosów
Jest tylko blada nocna lampka
Łysa śpiewaczka
Śpiewamy bluesa, bo czwarta nad ranem
Tak cicho, by nie zbudzić sąsiadów
Czajnik z gwizdkiem świruje na gazie
Myślałby kto, że rodem z Manhattanu
Czwarta nad ranem
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz
Może mnie odwiedzisz...?
Księżyc też nie pomaga. Śmieje się tylko wyzywająco w nasze okna.
Nie dziwię się mu. Któż chce być przez całą noc samotny?
I co tu ze sobą zrobić, gdy myśli ciążą, a liczenie baranów przestało pomagać wiele lat temu?
Można chyba tylko zacząć nucić...
Czwarta nad ranem
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz
Czemu cię nie ma na odległość ręki?
Czemu mówimy do siebie listami?
Gdy ci to śpiewam - u mnie pełnia lata
Gdy to usłyszysz - będzie środek zimy
Czemu się budzę o czwartej nad ranem
I włosy twoje próbuję ugłaskać
Lecz nigdzie nie ma twoich włosów
Jest tylko blada nocna lampka
Łysa śpiewaczka
Śpiewamy bluesa, bo czwarta nad ranem
Tak cicho, by nie zbudzić sąsiadów
Czajnik z gwizdkiem świruje na gazie
Myślałby kto, że rodem z Manhattanu
Czwarta nad ranem
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz
Może mnie odwiedzisz...?
24 mar 2008
Dessine – moi un mouton!
Nie potrafiłem jej zrozumieć. Powinienem sądzić ją według czynów, a nie słów. Czarowała mnie pięknem i zapachem. Nie powinienem nigdy od niej uciec. Powinienem odnaleźć w niej czułość pod pokrywką małych przebiegłostek. Kwiaty mają w sobie tyle sprzeczności.
Lecz byłem za młody, aby umieć ją kochać.
Sądzę, że dla swej ucieczki Mały Książę wykorzystał odlot wędrownych ptaków. Rano przed odjazdem uporządkował dokładnie planetę. Pieczołowicie przeczyścił wszystkie wulkany.
(...)
Nie wierzył w swój powrót. Wszystkie te codzienne prace wydawały mu się tego ranka szczególnie miłe. Kiedy po raz ostatni podlał różę i już miał ją przykryć kloszem, poczuł, że chce mu się płakać.
PS. ...
Powrócił do lisa.
Zainspirowane notką Ady.
Lecz byłem za młody, aby umieć ją kochać.
Sądzę, że dla swej ucieczki Mały Książę wykorzystał odlot wędrownych ptaków. Rano przed odjazdem uporządkował dokładnie planetę. Pieczołowicie przeczyścił wszystkie wulkany.
(...)
Nie wierzył w swój powrót. Wszystkie te codzienne prace wydawały mu się tego ranka szczególnie miłe. Kiedy po raz ostatni podlał różę i już miał ją przykryć kloszem, poczuł, że chce mu się płakać.
Lecz ona nie odpowiadała.
- Do widzenia - powtórzył.
Róża zakaszlała. Lecz nie z powodu kataru.
- Byłam niemądra - powiedziała mu. - Przepraszam cię. Spróbuj być szczęśliwy.
Zdziwił się brakiem wymówek. Stał, całkowicie zbity z tropu, trzymając klosz w powietrzu. Nie rozumiał tej spokojnej słodyczy.
- Ależ tak, ja cię kocham - mówiła róża. - Nie wiedziałeś o tym z mojej winy. To nie ma żadnego znaczenia. Ale ty byłeś równie niemądry jak ja. Spróbuj być szczęśliwy. Pozostaw spokojnie tę planetę. Nie chcę ciebie więcej.
- Ależ... przeciągi...
- Nie jestem już tak bardzo zakatarzona. Chłodne powietrze nocy dobrze mi zrobi. Jestem kwiatem..
- Ale dzikie bestie...
- Muszę poznać dwie lub trzy gąsienice, jeśli chcę zawrzeć znajomość z motylem. To podobno takie rozkoszne. Bo któż by mnie potem odwiedzał, gdy będziesz daleko... A jeśli chodzi o dzikie bestie, nie boję się nikogo. Mam kolce. - I naiwnie pokazała cztery kolce. Po chwili dorzuciła: - Nie zwlekaj, to tak drażni. Zdecydowałeś się odjechać. Idź już!
Nie chciała, aby widział, że płacze.
Była przecież tak dumna.
Była przecież tak dumna.
Mały Książę, historia Róży...
PS. ...
Róże bardzo się zawstydziły.
- Jesteście piękne, lecz próżne - powiedział im jeszcze. - Nie można dla was poświęcić życia. Oczywiście moja róża wydawałaby się zwykłemu przechodniowi podobna do was. Lecz dla mnie ona jedna ma większe znaczenie niż wy wszystkie razem, ponieważ ją właśnie podlewałem. Ponieważ ją przykrywałem kloszem. Ponieważ ją właśnie osłaniałem. Ponieważ właśnie dla jej bezpieczeństwa zabijałem gąsienice (z wyjątkiem dwóch czy trzech, z których chciałem mieć motyle). Ponieważ słuchałem jej skarg, jej wychwalań się, a czasem jej milczenia.
Ponieważ... jest moją różą.
Ponieważ... jest moją różą.
Powrócił do lisa.
- Żegnaj - powiedział.
- Żegnaj - odpowiedział lis. - A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
- Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
- Twoja róża ma dla ciebie tak wielkie znaczenie, ponieważ poświęciłeś jej wiele czasu.
- Ponieważ poświęciłem jej wiele czasu... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
- Ludzie zapomnieli o tej prawdzie - rzekł lis. - Lecz tobie nie wolno zapomnieć. Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. Jesteś odpowiedzialny za twoją różę.
- Jestem odpowiedzialny za moją różę... - powtórzył Mały Książę, aby zapamiętać.
-Je cherche des amis.Qu'est-ce que signifie "apprivoiser"?
-C'est une chose trop oubliée, dit le renard. Ca signifie "Créer des liens…"
Zainspirowane notką Ady.
19 mar 2008
Ciiiiii... Na paluszkach.
Czasem trudno jest ubrać myśli w słowa.
Czasem milczenie mówi wyraźniej niż setki zdań.
Czasem padające z naszych ust wyrazy stają się bezużytecznym narzędziem komunikacji.
Milczenie staje się trendy.
Milczenie staje się cool.
Tylko czy umiesz słuchać milczenia?
Czy umiesz zagłębić się w jego czułe dźwięki?
Czy umiesz wsłuchać się w jego wyjątkowy rytm?
Ja nie umiem.
Czasem milczenie mówi wyraźniej niż setki zdań.
Czasem padające z naszych ust wyrazy stają się bezużytecznym narzędziem komunikacji.
Milczenie staje się trendy.
Milczenie staje się cool.
Tylko czy umiesz słuchać milczenia?
Czy umiesz zagłębić się w jego czułe dźwięki?
Czy umiesz wsłuchać się w jego wyjątkowy rytm?
Ja nie umiem.
16 mar 2008
Była.
Za mało wiedziała
Zbyt dużo chciała
Za wiele marzyła
Zbyt krótko śniła
Głupia była
W ludzi wierzyła
Kiedyś zwątpiła
Uczuć się bała
Czasem żałowała
Rzadko płakała
Gdy się uśmiechała
Smutne oczy miała
Czy udawała?
Kogoś kochała?
W ogóle istniała?
Śpij dobrze, Piękna...
Zbyt dużo chciała
Za wiele marzyła
Zbyt krótko śniła
Głupia była
W ludzi wierzyła
Kiedyś zwątpiła
Uczuć się bała
Czasem żałowała
Rzadko płakała
Gdy się uśmiechała
Smutne oczy miała
Czy udawała?
Kogoś kochała?
W ogóle istniała?
Śpij dobrze, Piękna...
9 mar 2008
tak cicho...
Jakoś tak cicho zrobiło się w moim świecie...
Kiedyś lubiłam Ciszę.
Wtulałam się w nią i godzinami mogłam leżeć w jej ramionach.
A teraz?
Świadomość Ciszy z konieczności, Ciszy nakazanej niczym kary...
Świadomość graniczy z obłędem.
Ale wyjrzyj za okno. Powietrze ma zapach wiosny z lekką nutką woni stokrotek, ciepłego deszczu i coraz dłuższych wieczorów...
Jeszcze będziemy puszczać latawce!
Kiedyś lubiłam Ciszę.
Wtulałam się w nią i godzinami mogłam leżeć w jej ramionach.
A teraz?
Świadomość Ciszy z konieczności, Ciszy nakazanej niczym kary...
Świadomość graniczy z obłędem.
Ale wyjrzyj za okno. Powietrze ma zapach wiosny z lekką nutką woni stokrotek, ciepłego deszczu i coraz dłuższych wieczorów...
Jeszcze będziemy puszczać latawce!
1 mar 2008
Jestem Julią, jestem Ofelią, jestem Billy Jean, Jude i Mrs Robinson.
Bywam Panną z Mokrą Głową lub Magdą M., zabłąkaną gdzieś przy Placu Trzech Krzyży.
Różnice są tylko takie, że mój scenariusz, dramat lub operę mydlaną zwykło pisać życie, a główna bohaterka nie zawsze dostaje szansę przygotowania się do swojej roli.
PS. Daniel Defoe powiedział: Kto posiada kota nie musi obawiać się samotności.
A co jeśli ja nie lubię kotów?
Bywam Panną z Mokrą Głową lub Magdą M., zabłąkaną gdzieś przy Placu Trzech Krzyży.
Różnice są tylko takie, że mój scenariusz, dramat lub operę mydlaną zwykło pisać życie, a główna bohaterka nie zawsze dostaje szansę przygotowania się do swojej roli.
PS. Daniel Defoe powiedział: Kto posiada kota nie musi obawiać się samotności.
A co jeśli ja nie lubię kotów?
28 lut 2008
Bez komentarza
Oduczmy się mówić.
Warczmy na siebie.
Szczekajmy.
Gryźmy.
Przecież to takie ludzkie.
Albo milczmy.
Przecież to takie wygodne.
Warczmy na siebie.
Szczekajmy.
Gryźmy.
Przecież to takie ludzkie.
Albo milczmy.
Przecież to takie wygodne.
25 lut 2008
Życiowo.
Najbardziej kochamy tych ludzi, te sprawy i te rzeczy, od których bieg życia każe nam odchodzić – nieraz na zawsze.
Z ukrytą dedykacją.
Do Ludzi, do Rzeczy i do Pamięci.
18 lut 2008
Czasem...
Czasem chciałabym napisać coś mądrego. Takiego naprawdę głębokiego i ujmującego, skłaniającego do refleksji. Ale nie jakieś wielkie moralizatorstwo bo moralizować każdy umie, ani też nie ogromne narzekactwo, jaki ten świat zły i niedobry, bo i tak zbyt poczerniamy sobie rzeczywistość.
Chciałabym po prostu pokazać, że mam coś dopowiedzenia.
Tylko czy ja naprawdę muszę coś udowadniać? I to komu? Że niby Tobie Drogi Czytelniku?
I po co? Przeczytasz parę linijek tekstu i za 5 minut zapomnisz o czym to w ogóle było.
Wmówisz mi, że nie? Gówno prawda.
Ale ja jeszcze kiedyś napiszę tak, że nie zapomnisz! Ja jeszcze kiedyś napiszę tak, że nie przejdziesz bezczynnie! Zobaczysz! Napiszę. Tylko... Tylko jeszcze nie dziś.
Poczekasz?
Chciałabym po prostu pokazać, że mam coś dopowiedzenia.
Tylko czy ja naprawdę muszę coś udowadniać? I to komu? Że niby Tobie Drogi Czytelniku?
I po co? Przeczytasz parę linijek tekstu i za 5 minut zapomnisz o czym to w ogóle było.
Wmówisz mi, że nie? Gówno prawda.
Ale ja jeszcze kiedyś napiszę tak, że nie zapomnisz! Ja jeszcze kiedyś napiszę tak, że nie przejdziesz bezczynnie! Zobaczysz! Napiszę. Tylko... Tylko jeszcze nie dziś.
Poczekasz?
31 sty 2008
Senne dni w takiej ciszy, gdy zwyczajnie nikt nie lubi pustki...
Wciśnięta w fotel i otulona kocem próbuję nie myśleć o moim wybitnie nieciekawym życiu.
Ciągle mam wrażenie, że coś mnie omija.
Bo co ja tak naprawdę mogę o swoim jestestwie powiedzieć? Siedzę, uczę się, czasem gdzieś się powłóczę, czasem pójdę na imprezę i powmawiam sobie jakie to wszystko niepowtarzalne i niezwykłe. Potem znów usiądę w fotelu i ubzduram sobie jaka to jestem wyjątkowa. I nawet po raz kolejny spróbuję wierzyć w ten cukierkowy świat.
Że teraz nie ma czasu, ale wszystko jeszcze przede mną...
Że niby są rzeczy ważniejsze...
Że i tak całkiem fajnie sobie żyję...
Że po co komu więcej...
Że nauka, że spokój, że zdrowie...
W końcu co się odwlecze to nie uciecze Drodzy Państwo.
A kto wie... Może mi życie właśnie cieknie przez palce, a ja sobie pięknymi bajkami mydlę oczy.
Wolę nie pytać co mi się do tej pory udało przeżyć naprawdę wyjątkowego - o czym będę wnukom opowiadać w bujanym fotelu. Co odkryłam, poznałam, co mnie zaskoczyło i zachwyciło...
Nie chcę kolejnego rozczarowania.
Cóż, czy zostają mi książki? Smutne, że tzw. zdolna młodzież XXI w. nawet życia musi uczyć się z książek.
No tak, bo na naukę z autopsji nie ma przecież czasu.
Wciśnięta w fotel i otulona kocem próbuję nie myśleć o moim wybitnie nieciekawym życiu.
Ciągle mam wrażenie, że coś mnie omija.
Bo co ja tak naprawdę mogę o swoim jestestwie powiedzieć? Siedzę, uczę się, czasem gdzieś się powłóczę, czasem pójdę na imprezę i powmawiam sobie jakie to wszystko niepowtarzalne i niezwykłe. Potem znów usiądę w fotelu i ubzduram sobie jaka to jestem wyjątkowa. I nawet po raz kolejny spróbuję wierzyć w ten cukierkowy świat.
Że teraz nie ma czasu, ale wszystko jeszcze przede mną...
Że niby są rzeczy ważniejsze...
Że i tak całkiem fajnie sobie żyję...
Że po co komu więcej...
Że nauka, że spokój, że zdrowie...
W końcu co się odwlecze to nie uciecze Drodzy Państwo.
A kto wie... Może mi życie właśnie cieknie przez palce, a ja sobie pięknymi bajkami mydlę oczy.
Wolę nie pytać co mi się do tej pory udało przeżyć naprawdę wyjątkowego - o czym będę wnukom opowiadać w bujanym fotelu. Co odkryłam, poznałam, co mnie zaskoczyło i zachwyciło...
Nie chcę kolejnego rozczarowania.
Cóż, czy zostają mi książki? Smutne, że tzw. zdolna młodzież XXI w. nawet życia musi uczyć się z książek.
No tak, bo na naukę z autopsji nie ma przecież czasu.
21 sty 2008
Znów tu.
Znów tu.
Chyba się nie cieszę.
Nie lubię tego naszego wielkomiejskiego świata. Duszę się tu. Zbyt wielki labirynt szarych blokowisk.
A tam?
Tam cisza, spokój, ład.
Co z tego, że biednie, co z tego, że skromnie, co z tego, że błoto?
Nie potrzebuje luksusu, full-wypas życia na najwyższych obrotach w złotej klatce.
Nie potrzebuję gadżetów i coraz droższych zabawek, które będą starały się wypełnić mi samotność pośród spalin.
Ja chcę trochę zieleni za oknem.
Nawet krowie bobki mi już nie przeszkadzają. Naprawdę. Krowa też człowiek.
Oczywiście przyznaję, że nie umiałabym żyć tam ciągle. Ojjj nie. Nie umiałabym się tam odnaleźć na dłuższą metę. Zresztą z czasem świeże powietrze i tak zrujnowałoby moje przyzwyczajone do spalin płuca. Marny koniec.
Zmieniając temat: chyba mam w sobie coś z dzikusa.
I chyba nie jestem damą w stereotypowym, pełnym tego słowa znaczeniu.
Ale czy chcę być?
Jeśli potargane przez wiatr włosy, zabłocone trapery i odsłonięte przez krótkie spodenki poobijane, krzywe kolana mają mi to odebrać, trudno. Zaryzykuję. I tak swoje wiem i nieprzerwanie zadzieram nos do góry. Ot tak. Bo tak.
A teraz czekam na lato... Chcę znów być w miejscu gdzie ogniska trwają do rana, a piosenkom nie ma końca...
Chyba się nie cieszę.
Nie lubię tego naszego wielkomiejskiego świata. Duszę się tu. Zbyt wielki labirynt szarych blokowisk.
A tam?
Tam cisza, spokój, ład.
Co z tego, że biednie, co z tego, że skromnie, co z tego, że błoto?
Nie potrzebuje luksusu, full-wypas życia na najwyższych obrotach w złotej klatce.
Nie potrzebuję gadżetów i coraz droższych zabawek, które będą starały się wypełnić mi samotność pośród spalin.
Ja chcę trochę zieleni za oknem.
Nawet krowie bobki mi już nie przeszkadzają. Naprawdę. Krowa też człowiek.
Oczywiście przyznaję, że nie umiałabym żyć tam ciągle. Ojjj nie. Nie umiałabym się tam odnaleźć na dłuższą metę. Zresztą z czasem świeże powietrze i tak zrujnowałoby moje przyzwyczajone do spalin płuca. Marny koniec.
Zmieniając temat: chyba mam w sobie coś z dzikusa.
I chyba nie jestem damą w stereotypowym, pełnym tego słowa znaczeniu.
Ale czy chcę być?
Jeśli potargane przez wiatr włosy, zabłocone trapery i odsłonięte przez krótkie spodenki poobijane, krzywe kolana mają mi to odebrać, trudno. Zaryzykuję. I tak swoje wiem i nieprzerwanie zadzieram nos do góry. Ot tak. Bo tak.
A teraz czekam na lato... Chcę znów być w miejscu gdzie ogniska trwają do rana, a piosenkom nie ma końca...
12 sty 2008
Wyścigi...
Nowy plan na życie.
Nowy.
Czy lepszy?
Może tak, może nie.
Będzie inaczej - to pewne.
Mnóstwo nowych marzeń do zrealizowania wyłania się na horyzoncie.
Wyścig z czasem.
Nowy.
Czy lepszy?
Może tak, może nie.
Będzie inaczej - to pewne.
Mnóstwo nowych marzeń do zrealizowania wyłania się na horyzoncie.
Wyścig z czasem.
7 sty 2008
Life is party?
Tydzień temu powitaliśmy nowy rok, a u mnie na blogu nic - ani widu, ani słychu, owej jakże zacnej uroczystości. No bo cóż się wielkiego wydarzyło? Ileś imprez się odbyło, trochę szampana się wypiło, trochę życzeń na nową drogę się dostało i zaczynamy niby od zera? No może i tak. Dla każdego coś miłego, dla mnie to tylko kolejna cyfra w kalendarzu.
Nowy rok, nowa szansa, nowe postanowienia, nowi my.
A ja jak co roku nic mądrego nie wymyśliłam. Nie czuję potrzeby. Wole coś zmieniać w miarę potrzeb, a nie okazji. I tak pewnie wszystko pozostanie po staremu.
Nadal będę zadufana w sobie, nieodpowiedzialna, zaborcza i zbyt pewna siebie.
Nadal będę marzyć, wierzyć i potem dłuuuugo spadać z wyżyn.
Nadal będę wcinać śmieciowe żarcie, chociaż postanowię żyć na sucharkach.
Nadal będę patrzeć na świat przez pryzmat czubka własnego nosa.
Nadal będę rozrzutna na swoje małe słabostki.
Nadal będę dostrzegać ludzi jak odejdą.
Nadal nie będę taką wrażliwą miła i uroczą dziewczynką jak chce.
Nadal będę robić zamieszanie wszędzie tam, gdzie zjawiam się na dłużej.
Nadal będę szukać dziury w całym.
Ale wiecie co? I tak nadal będę jedyna w swoim rodzaju. I to mi właśnie w duszy gra.
Life is party!
4 sty 2008
Zosia Samosia
Półtora miesiąca dzieciństwa. Niecałe półtora miesiąca. Ale ten czas leci.
Pamiętam jak byłam dzieckiem, jak marzyłam o dorosłości. Wyobrażałam sobie jak to będzie różowo, kolorowo i w ogóle M&M'sy w kulki lecą. Będę wysoka, szczupła, będę nosiła buty na wysokim obcasie i malowała usta czerwoną szminką. Jakie to życie będzie piękne. Będę miała paczkę niezawodnych przyjaciół, z którymi będę jeździła co roku na dzikie wakacyjne wycieczki. Będę mogła chodzić na całonocne imprezy do klubów after eighteen i będę miała wielkiego psa. Bo będę już przecież taka odpowiedzialna, rozważna i och i ach. I co najważniejsze, nie będę już nikogo nigdy o nic pytać. Taka Zosia Samosia. Tylko sobie, dla siebie, o sobie. Eh.
I co z tego wyszło? Niewiele. Co z tego, że próbuję być odpowiedzialna jak nie potrafię? Co z tego, że chcę decydować sama o sobie, jak nawet nie wiem do końca do czego dążę? Plączę się i plączę i dojść nie mogę.
Chyba w głębi duszy siedzi we mnie jeszcze dzieciuch, który próbuje być dojrzały, ale sam nie do końca wie co to znaczy.
Wiem jedno: nie muszę dorastać na siłę. Przyjdzie samo. Nie mam "parcia" na dorosłość. Zresztą dorosłość, dojrzałość to pojęcia względne.
JA tam mogę jeszcze przez pewien czas pozostać sobie takim Piotrusiem Panem w spódnicy. Czemu nie...?
Jakieś postanowienia? Spróbować wziąć odpowiedzialność za własne decyzje.
A marzenia? Ich na szczęście nigdy nie brakuje. I o to chodzi;).
Pamiętam jak byłam dzieckiem, jak marzyłam o dorosłości. Wyobrażałam sobie jak to będzie różowo, kolorowo i w ogóle M&M'sy w kulki lecą. Będę wysoka, szczupła, będę nosiła buty na wysokim obcasie i malowała usta czerwoną szminką. Jakie to życie będzie piękne. Będę miała paczkę niezawodnych przyjaciół, z którymi będę jeździła co roku na dzikie wakacyjne wycieczki. Będę mogła chodzić na całonocne imprezy do klubów after eighteen i będę miała wielkiego psa. Bo będę już przecież taka odpowiedzialna, rozważna i och i ach. I co najważniejsze, nie będę już nikogo nigdy o nic pytać. Taka Zosia Samosia. Tylko sobie, dla siebie, o sobie. Eh.
I co z tego wyszło? Niewiele. Co z tego, że próbuję być odpowiedzialna jak nie potrafię? Co z tego, że chcę decydować sama o sobie, jak nawet nie wiem do końca do czego dążę? Plączę się i plączę i dojść nie mogę.
Chyba w głębi duszy siedzi we mnie jeszcze dzieciuch, który próbuje być dojrzały, ale sam nie do końca wie co to znaczy.
Wiem jedno: nie muszę dorastać na siłę. Przyjdzie samo. Nie mam "parcia" na dorosłość. Zresztą dorosłość, dojrzałość to pojęcia względne.
JA tam mogę jeszcze przez pewien czas pozostać sobie takim Piotrusiem Panem w spódnicy. Czemu nie...?
Jakieś postanowienia? Spróbować wziąć odpowiedzialność za własne decyzje.
A marzenia? Ich na szczęście nigdy nie brakuje. I o to chodzi;).
Niepoprawna Marzycielka.
23 gru 2007
A było zimno...
Szła zatłoczoną, mokrą, bynajmniej nie białą od śniegu ulicą. Było ciemno. Myślała, trudno powiedzieć o czym. Miała mętlik w głowie. Jakieś wspomnienia walczyły z teraźniejszością, nie pozwalając się na niczym skupić. Poczuła, że boli ją głowa. Szła dalej. Postanowiła pójść na Starówkę, zobaczyć choinkę. Ale to zimno... Zresztą choinka - choinką, zwykłe zielone drzewko z igłami i dużą ilością przesadzonych błyskotek. Weszła do kawiarni. Zapach kawy otrzeźwił na chwilę jej umysł i odrobinę zmniejszył ból głowy. Zamówiła duże Macchiato z bitą śmietaną i usiadła na chwilę przy stoliku w końcu sali. Zdjęła płaszcz i zaczęła pośpiesznie szukać czegoś w torebce.
Po dłuższej chwili wyjęła telefon. "Może napisał?" - cień nadziei przemknął jej przez myśl. Ale nie, zero wiadomości, telefon uporczywie milczał. Zadzwonić czy nie dzwonić? Przecież są Święta, chciałaby mu złożyć życzenia. Co prawda już raz sobie złożyli, ale tak na szybko, w pośpiechu... Tak to się nie liczy - wmawiała sobie. Znalazła jego numer w książce adresów. Ale przecież on teraz na pewno siedzi z rodziną, przy kolacji... Nie, nie ma prawa burzyć jego spokoju. Nie ma prawa. Popatrzyła na telefon smutnymi oczami, jakby czekając na jakiś znak, jakiś sygnał, cokolwiek. Byleby okazało się, że nie ma racji. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Schowała telefon z powrotem do torby, dopiła kawę i wyszła na zimną ulicę w tłum przechodniów.
W tym czasie, kilkadziesiąt kilometrów od kawiarni, z której wyszła, ktoś czekał na telefon. Ten jeden jedyny telefon. Telefon od niej.
Może czasem warto zaryzykować? Ten jeden telefon, sms, e-mail, spotkanie, uśmiech, gest. Może ktoś czeka na znak właśnie od Ciebie? Skąd wiesz?
Mamy Święta...
Zapraszam też na starego bloga: http://slad-czerwonej-szminki.blog.onet.pl/ - może powrót tam sie szykuje? Kto wie... Póki co, pierwsze zmiany.
Po dłuższej chwili wyjęła telefon. "Może napisał?" - cień nadziei przemknął jej przez myśl. Ale nie, zero wiadomości, telefon uporczywie milczał. Zadzwonić czy nie dzwonić? Przecież są Święta, chciałaby mu złożyć życzenia. Co prawda już raz sobie złożyli, ale tak na szybko, w pośpiechu... Tak to się nie liczy - wmawiała sobie. Znalazła jego numer w książce adresów. Ale przecież on teraz na pewno siedzi z rodziną, przy kolacji... Nie, nie ma prawa burzyć jego spokoju. Nie ma prawa. Popatrzyła na telefon smutnymi oczami, jakby czekając na jakiś znak, jakiś sygnał, cokolwiek. Byleby okazało się, że nie ma racji. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Schowała telefon z powrotem do torby, dopiła kawę i wyszła na zimną ulicę w tłum przechodniów.
W tym czasie, kilkadziesiąt kilometrów od kawiarni, z której wyszła, ktoś czekał na telefon. Ten jeden jedyny telefon. Telefon od niej.
Może czasem warto zaryzykować? Ten jeden telefon, sms, e-mail, spotkanie, uśmiech, gest. Może ktoś czeka na znak właśnie od Ciebie? Skąd wiesz?
Mamy Święta...
Zapraszam też na starego bloga: http://slad-czerwonej-szminki.blog.onet.pl/ - może powrót tam sie szykuje? Kto wie... Póki co, pierwsze zmiany.
28 lis 2007
Złudzenia
Kiedyś zapomnę, zapomnę na pewno. Nie wiem jeszcze jak, ale zapomnę. Zrobię sobie czystkę pamięci. Wreszcie przestanę myśleć, wreszcie wspomnienia przestaną powracać w najmniej odpowiednim momencie.
Tak. Kiedyś zapomnę.
Złudzenia.
A termometr znów pokaże -8 stopni.
Tak. Kiedyś zapomnę.
Złudzenia.
A termometr znów pokaże -8 stopni.
17 lis 2007
Bulwers przez duże B i kropka.
Ehhh... Wielkie - małe zawody. Ja chyba jestem jednak zbyt naiwna. Ojjj zbyt.
A przynajmniej Jego nigdy nie pojmę.
On już chyba taki jest i tak ma, że pojawia się w moim życiu na kilka chwil, zrobi trochę szuru - buru, a potem znika zacierając dokładnie odciski palców. Tylko, że zawsze jakiś we mnie zostanie.
Nie lubię kłopotliwych pytań.
Nie lubię nadziei.
Nie lubię zawodów.
Zawsze myślę, mówię, piszę to samo, a dzieje się odwrotnie.
Jak można tak ładnie mówić, udawać, zabierać mi myśli na kilka dni i bezczelnie przez parę nocy pozbawiać snu, a potem znikać sobie w najlepsze?! Ot tak. Bo tak.
Może czas przestać bawić się berka?
Puk puk! Jesteś tam? Ja już nie gonię.
A przynajmniej Jego nigdy nie pojmę.
On już chyba taki jest i tak ma, że pojawia się w moim życiu na kilka chwil, zrobi trochę szuru - buru, a potem znika zacierając dokładnie odciski palców. Tylko, że zawsze jakiś we mnie zostanie.
Nie lubię kłopotliwych pytań.
Nie lubię nadziei.
Nie lubię zawodów.
Zawsze myślę, mówię, piszę to samo, a dzieje się odwrotnie.
Jak można tak ładnie mówić, udawać, zabierać mi myśli na kilka dni i bezczelnie przez parę nocy pozbawiać snu, a potem znikać sobie w najlepsze?! Ot tak. Bo tak.
Może czas przestać bawić się berka?
Puk puk! Jesteś tam? Ja już nie gonię.
30 paź 2007
Odsłona ostatnia
Leciutko, na paluszkach skrada się Milczenie. I tak szeptem mówi i mówi bez końca. Co z tego, że nie słyszy nikt? Milczeniu to nie przeszkadza, bo Milczenie szepcze samo dla siebie bezgłośnym krzykiem. Po co więcej?
Ale czasem nawet Milczeniu cierpliwość się kończy. I znika z kolejnym spadającym liściem, kropli w kałuży, utajonym gdzieś w kąciku pęknięciem serc. Po prostu. Jakby go nigdy nie było. Bo przecież i tak nikt nigdy nie słyszał milczenia. Może istniało, może nie... Nie dowiesz się.
Tak oto ostatecznie zeszli ze sceny, chłopiec w paski i dziewczynka w kropki. Odsłona ostatnia.
Ale czasem nawet Milczeniu cierpliwość się kończy. I znika z kolejnym spadającym liściem, kropli w kałuży, utajonym gdzieś w kąciku pęknięciem serc. Po prostu. Jakby go nigdy nie było. Bo przecież i tak nikt nigdy nie słyszał milczenia. Może istniało, może nie... Nie dowiesz się.
Tak oto ostatecznie zeszli ze sceny, chłopiec w paski i dziewczynka w kropki. Odsłona ostatnia.
A gwiazdy dalej świecą Milczeniem.
28 paź 2007
Cztery ściany świata czyli szeptem o Tym.
Cztery ściany świata
Kofta Jonasz
Przed ścianą dźwięku stoją głusi
Modlą się do muzyki
Kiedy nie pragniesz, kiedy musisz
Lepiej być nikim
Przed ścianą płaczu stoją błazny
Śmieszą ich cieni własnych podrygi
A śmiech ich pusty, śmiech ich straszny
Lepiej być nikim
Przed ścianą światła stoją ślepi
I patrzą bez zmrużenia powiek
O tym co świeci wiedzą lepiej
Niż zwykły człowiek
Pod ścianą straceń stoi heros
Patrzy oprawcom w oczy
Pali ostatni swój papieros
Na skraju nocy
Jest świat ze ścian
Rosnących w górę
W nim traci wartość słowo
Ja stoję przed zwyczajnym murem
I walę w niego głową
Małe - wielkie powroty do przeszłości. Parę rzuconych milczeniem słów. Kilka emocji dla świata nie znaczących nic. I tak toczy się to dalej i dalej... I bez końca. Smutek przepleciony radością. Uśmiech przez łzy... Kilka chwil, tak ważnych, które nie zmienią nic. Rzucone w próżnię.
I tak giną w czarnej dziurze umysłu ciche słowa, małe gesty, niezauważalne spojrzenia... Giną, by nikt nie mógł zniszczyć tego milczenia. I już.
14 paź 2007
Trzeba marzyć?
Trzeba marzyć
Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć
Zamiast dmuchać na zimne
Na gorącym się sparzyć
Z deszczu pobiec pod rynnę
Trzeba marzyć
Gdy spadają jak liście
Kartki dat z kalendarzy
Kiedy szaro i mgliście
Trzeba marzyć
W chłodnej, pustej godzinie
Na swój los się odważyć
Nim twe szczęście cię minie
Trzeba marzyć
W rytmie wietrznej tęsknoty
Wraca fala do plaży
Ty pamiętaj wciąż o tym
Trzeba marzyć
Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć
Jonasz KoftaI chociaż w czarnej godzinie nawet rozłożysty parasol nie uchroni nas od deszczu łez, to chyba warto.
I chociaż w samotności i smutku zegar najgłośniej wybija kolejne godziny, to chyba warto.
Nawet, gdy każda kolejna próba okaże się fiaskiem, to dalej warto.
Nawet, gdy myśli zaraz za rogiem gdzieś nikną, to dalej warto.
Skoro wspomnienia wloką się za Tobą skomląc, nie można przestać.
Skoro atrament żalu wciąż zostawia kleksy w świadomości, nie można przestać.
No co innego nam pozostało?
Jeśli...
Żeby coś się zdarzyło
Żeby mogło się zdarzyć
I zjawiła się miłość
Trzeba marzyć...?
27 wrz 2007
Nieswoja.
Nieswoja. Wszystko jest mało twórcze i takie... normalne? Atmosfera błogiego spokoju i pracy. Jesnym słowem zastój.
A ja czasem potrzebuję się posnuć wielkomiejskimi ulicami, nałykać spalin i nacieszyć samotnością. Być takim anonimowym członkiem naszej szanownej społeczności. Jednym z wielu, niezauważonym, który gdzieś tam w głowe układa sobie swój własny świat. I tak cichutko, na paluszkach pomykać przez życie innych ludzi. Tak tylko na moment, na chwileczkę przystając.
Bo ja czasem lubię mieć chwilę egoistycznego czasu dla siebie. Posiedzieć na ławce w parku, pogapić się od niechcenia na spadające liście, pozbierać kasztany... Albo nawet po prostu się ponudzić. Wyjść z domu i pójść gdzie mnie oczy poniosą, nie patrząc na zegarek. Czuć tylko powiew włosów na wietrze, nasilające się zimno i widzieć coraz większą ciemność. Stać w miejscu i patrzeć w gwiazdy. Trywialne? Może... Dziecinne? Nie przecze. Tylko, że ja czasem lubię sobie pobyć takim głupim dzieciuchem i dobrze mi z tym. Tak naprawdę wszystkim Wam tego życzę:).
A ja czasem potrzebuję się posnuć wielkomiejskimi ulicami, nałykać spalin i nacieszyć samotnością. Być takim anonimowym członkiem naszej szanownej społeczności. Jednym z wielu, niezauważonym, który gdzieś tam w głowe układa sobie swój własny świat. I tak cichutko, na paluszkach pomykać przez życie innych ludzi. Tak tylko na moment, na chwileczkę przystając.
Bo ja czasem lubię mieć chwilę egoistycznego czasu dla siebie. Posiedzieć na ławce w parku, pogapić się od niechcenia na spadające liście, pozbierać kasztany... Albo nawet po prostu się ponudzić. Wyjść z domu i pójść gdzie mnie oczy poniosą, nie patrząc na zegarek. Czuć tylko powiew włosów na wietrze, nasilające się zimno i widzieć coraz większą ciemność. Stać w miejscu i patrzeć w gwiazdy. Trywialne? Może... Dziecinne? Nie przecze. Tylko, że ja czasem lubię sobie pobyć takim głupim dzieciuchem i dobrze mi z tym. Tak naprawdę wszystkim Wam tego życzę:).
22 wrz 2007
Jesienny nastrój
Lubię jesień. Mimo, że zaczyna robić się ciemno i chłodno to ją jednak lubię. Nie wiem czemu, ale ta pora roku, jest jakaś szczególnie brzemienna w coroczne przemyślenia. Może to ta pogoda skłania człowieka do refleksji? Nie wiem. Tak czy inaczej nie narzekam, bo jesień ma taki swój szczególny klimacik. Człowiek lekko zmarznięty wraca do ciepłego mieszkania, pije gorącą herbatę, suszy przemoknięte ubranie i wtedy w pełni czuje, że to tu, właśnie tu, znajduje się jego miejsce na ziemi, jego azyl.
Są też takie rzeczy, które robię tylko jesienią. Na jesieni, jak i na wiosnę :), najchętniej biegam po świecie z aparatem chwytając w jego obiektyw co bardziej ulotną chwilę.
Tylko na jesieni włóczę się godzinami po Komorowie wdychając zapach palonych liści. I tylko wtedy nie przeszkadza mi nawet to, że wokół już ciemno i że mój nos robi się coraz bardziej czerwony z zimna.
Tylko na jesieni tyle czytam, tyle tworzę.
A do tego wszystkiego dochodzi jeszcze atmosfera czekania na zimę i na święta...
Ojjj tak, lubię jesień i lubię pałętać się po parkach w żółtych płomieniach spadających własnie liści... :)
Są też takie rzeczy, które robię tylko jesienią. Na jesieni, jak i na wiosnę :), najchętniej biegam po świecie z aparatem chwytając w jego obiektyw co bardziej ulotną chwilę.
Tylko na jesieni włóczę się godzinami po Komorowie wdychając zapach palonych liści. I tylko wtedy nie przeszkadza mi nawet to, że wokół już ciemno i że mój nos robi się coraz bardziej czerwony z zimna.
Tylko na jesieni tyle czytam, tyle tworzę.
A do tego wszystkiego dochodzi jeszcze atmosfera czekania na zimę i na święta...
Ojjj tak, lubię jesień i lubię pałętać się po parkach w żółtych płomieniach spadających własnie liści... :)
20 wrz 2007
Wiesz, lubię wieczory
Lubię się schować na jakiś czas
I jakoś tak, nienaturalnie
Trochę przesadnie, pobyć sam
Wejść na drzewo i patrzeć w niebo
Tak zwyczajnie...
Bo ja czasem lubię gdzieś uciec, zaszyć się i okryć myślami. Wtedy częściowo niknie całe zimno tego świata. On chyba nie jest nawet taki zimny, trzeba tylko go troche sobie ocieplić. Gdzie jestem gdy znikam? Nie pytaj. Nie szukaj...
Wychodzi z domu. Na wysokich obcasach swoich myśli podąża tam, gdzie musi się udać. Ale czy wie, gdzie chce iść? Uśmiecha się, gdy Cię mija. Tylko czemu zawsze tak szybko odwraca wzrok? Wesoła, beztroska, ale w środku czuje ciężar. Goni, pędzi ciągnąc za sobą marzenia w oddali. Coś wie, w coś wątpi. Czegoś szuka, coś gubi. W coś wierzy, czegoś się boi. Pewna siebie, w szaliku z nieśmiałości... Może ją znasz? Może ja ją znam? Może to Ty? A może to ja...? Wiem jedno, jest mi bliższa niż myślisz.
Noc, a nocą gdy nie śpię
Wychodzę choć nie chcę spojrzeć na
Chemiczny świat, pachnący szarością
Z papieru miłością, gdzie ty i ja
19 wrz 2007
Tik tak
I nadszedł czas spadających liści. Już. Jak szybko ten czas leci...
Tik... tak... tik... tak...
Nienawidzę tego dogłosu. Nienawidzę zegarków. Dlaczego mimo to tak często muszę na nie patrzeć? Dlaczego ciągle coś musi mnie naglić? Dlaczego ta jedna mała tarcza i ciągle poruszające się po niej niestrudzenie dwa liche patyczki, tak nas absorbują? Człowiek uzależnił się od czasu, ale nigdy nie uzależni czasu od siebie. A szkoda.
Tik... tak... tik... tak...
I tak, byle tylko nie zmarnować ani chwili, pędź człowieku, pędź... Uważaj tylko aby jutro nie potknąć się o dzisiaj. Bo tak łatwo przegapić swój czas.
A teraz znów:
tik... tak... tik... tak...
I już mnie tu nie ma.
Tik... tak... tik... tak...
Nienawidzę tego dogłosu. Nienawidzę zegarków. Dlaczego mimo to tak często muszę na nie patrzeć? Dlaczego ciągle coś musi mnie naglić? Dlaczego ta jedna mała tarcza i ciągle poruszające się po niej niestrudzenie dwa liche patyczki, tak nas absorbują? Człowiek uzależnił się od czasu, ale nigdy nie uzależni czasu od siebie. A szkoda.
Tik... tak... tik... tak...
I tak, byle tylko nie zmarnować ani chwili, pędź człowieku, pędź... Uważaj tylko aby jutro nie potknąć się o dzisiaj. Bo tak łatwo przegapić swój czas.
A teraz znów:
tik... tak... tik... tak...
I już mnie tu nie ma.
Tu i teraz
Jak to jest, że zawsze, na początku każdego kolejnego roku szkolnego, w okolicach września, zakładam nowego bloga? Może przewiduję okres nadchodzących zmian, które ma przynieść kolejny rok? A może po prostu chcę zacząć coś nowego? Szczerze mówiąc nie wiem. Wiem tylko, że brakowało mi pisania a moje inne blogi, ze względu na wolne portale internetowe, kłopoty z serwerami, jak i mój wolny komputer częściowo uniemożliwiały mi tę działalność. Mam nadzieję, że tym razem to się zmieni.
Tak więc z nadzieją na owocną przyszłość witam wszystkich na moim nowym Wstukiwaczu Myśli w Klawiaturę:).
Tak więc z nadzieją na owocną przyszłość witam wszystkich na moim nowym Wstukiwaczu Myśli w Klawiaturę:).
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)